Little Man - The way girls are
Autor:
Cropeck / środa, 10 czerwca 2009, 14:43:00
/
Komentarze: 0
Duński krótki metraż, angielskie napisy.
Islandzkie wynalazki
Polska jest krajem absurdu. Tak twierdzi wielu moich rodaków i ja tak twierdziłem póki nie wyjechałem za granicę na dłużej. Absurdy codziennego życia znaleźć można w każdym kraju bez wyjątków. W polityce zresztą jest podobnie. Powiem więcej – nie jest prawdą, że polscy politycy mogliby swoją głupotą zaimponować politykom z innych krajów. Ich poziom głupoty jest wszędzie porównywalny.
Tu, w Islandii, nauczyłem się... czy raczej – wciąż się uczę nad absurdami przechodzić bez emocji. Dlatego nie jestem w stanie wymienić ich wszystkich ani nawet wskazać tych największych. Z tego względu wskażę tylko kilka przykładów – tych, które akurat zachowały się w mojej pamięci prawdopodobnie ze względu na to jak często mam z nimi do czynienia.
Ronda – nazywane często bezkolizyjnymi skrzyżowaniami. Ich ogromną wadą jest to, że zajmują więcej miejsca niż tradycyjne krzyżówki. Pomimo tego buduje się ich coraz więcej nawet w dużych miastach, gdzie każdy skrawek przestrzeni jest przecież niezwykle cenny, właśnie ze względu na mniejszą ilość kolizji i większą płynność ruchu. Islandczycy opracowali jednak coś niezwykłego – rondo odwrotne. Co prawda nie jeździ się po nim w lewą stronę, ale wszystko pozostałe jest odwrotnie – samochód po twojej lewej stronie zawsze ma pierwszeństwo. To lewy pas jest pasem skręcającym w prawo. Brzmi niedorzecznie? Na prawym pasie można utknąć. To po prostu trzeba zobaczyć. W dodatku ronda buduje się tu wszędzie. Od małych osiedlowych uliczek dojazdowych do jednego domu po słynną krajową jedynkę (z ograniczeniem 90 km/h bezpośrednio przed rondem).
Ekologia. „Iceland is all about nature” głosi dumnie jedno z haseł promocyjnych tej małej wulkanicznej wyspy. Nie rozumiem czemu Islandia używa ekologii jako swojej wizytówki. Zielona energia to w islandzkim rozumieniu budowanie tam na rzekach niszcząc przy tym ekosystemy na lądzie i w wodzie. Niekiedy nawet eksterminując żywe organizmy mórz. Zawsze to lepsze niż zbudowanie elektrowni opałowej, która zwiększyłaby emisję CO2 do atmosfery o jedną dwutysięczną część promila. Ja inaczej pojmuję ekologię.
Okna i zamki w drzwiach. Okna w całym kraju są takie same. Kaseta z podwójną szybą wstawiona w drewnianą ramę, z jednej strony przykręcone listwy powstrzymujące szyby przed wypadnięciem. Zawsze, ale to zawsze od zewnątrz. Zgaduję, że ma to zniechęcić włamywaczy do zniszczenia zamka w drzwiach. Zamka, który w każdych drzwiach jest taki sam. Zamka, który trudniej zamknąć niż otworzyć. Zamka, który trzeba UMIEĆ zamknąć a otworzyć można z pomocą najzwyklejszego młotka. Jednym uderzeniem. Reykjavík szczyci się największą liczbą włamań do mieszkań wśród stolic Europy.
Używanie kierunkowskazów. Nie chodzi mi o to, że 90% kierowców w Islandii w ogóle ich nie używa. To można przeboleć. Poza tym używanie ich jest bardzo trudne, kiedy w jednej ręce trzymasz telefon a w drugiej hamburgera. Problem w tym, że nawet kiedy już ich używają, czasem robią to... a jakże – odwrotnie. W Islandii kierowca autobusu odjeżdżającego z przystanku musi włączyć lewy kierunkowskaz nawet jeśli nie skręca w lewo (nie wyjeżdża z zatoczki). Musi włączyć lewy kierunkowskaz nawet jeśli skręca... w prawo.
Fast food. W całym kraju nie ma prawdopodobnie ani jednej restauracji, w której nie można dostać hamburgera i steku wołowego. W ogromnej większości z nich są to jedyne serwowane dania. W drogiej restauracji hamburgera je się nożem i widelcem.
Restauracje i kawiarnie. Model obsługi w islandzkich lokalach jest nieco inny. W restauracji należy wybrać stolik, sprzątnąć z niego brudne naczynia stawiając je na parapecie lub sąsiednim stoliku, usiąść i poczekać na kelnera, który przyjmie zamówienie. W kawiarni należy zamówić przy barze, usiąść przy stoliku i poczekać aż kelner sprzątnie z niego brudne naczynia. Pamiętaj, że kelner, który przyjął twoje zamówienie nie obsługuje już twojego stolika. Jeśli chcesz zamówić coś więcej lub poprosić o rachunek musisz sobie jakiegoś złapać lub gwizdnąć i krzyknąć „eee!” równocześnie pstrykając palcami. Jeśli zamiast tego będziesz grzecznie siedzieć i czekać na obsługę – kelner okaże Ci swoją niechęć.
Progi zwalniające. Są wszędzie i czasem atakują bez ostrzeżenia. Często niewidoczne i nieoznaczone. Czasami stosuje się je wraz z ograniczeniem prędkości a czasami zamiast niego. Nie zdziw się więc, kiedy jadąc 40 km/h po drodze z ograniczeniem do 50 km/h nagle z hukiem uderzysz w asfalt lądując po krótkim locie.
Tu, w Islandii, nauczyłem się... czy raczej – wciąż się uczę nad absurdami przechodzić bez emocji. Dlatego nie jestem w stanie wymienić ich wszystkich ani nawet wskazać tych największych. Z tego względu wskażę tylko kilka przykładów – tych, które akurat zachowały się w mojej pamięci prawdopodobnie ze względu na to jak często mam z nimi do czynienia.
Ronda – nazywane często bezkolizyjnymi skrzyżowaniami. Ich ogromną wadą jest to, że zajmują więcej miejsca niż tradycyjne krzyżówki. Pomimo tego buduje się ich coraz więcej nawet w dużych miastach, gdzie każdy skrawek przestrzeni jest przecież niezwykle cenny, właśnie ze względu na mniejszą ilość kolizji i większą płynność ruchu. Islandczycy opracowali jednak coś niezwykłego – rondo odwrotne. Co prawda nie jeździ się po nim w lewą stronę, ale wszystko pozostałe jest odwrotnie – samochód po twojej lewej stronie zawsze ma pierwszeństwo. To lewy pas jest pasem skręcającym w prawo. Brzmi niedorzecznie? Na prawym pasie można utknąć. To po prostu trzeba zobaczyć. W dodatku ronda buduje się tu wszędzie. Od małych osiedlowych uliczek dojazdowych do jednego domu po słynną krajową jedynkę (z ograniczeniem 90 km/h bezpośrednio przed rondem).
Ekologia. „Iceland is all about nature” głosi dumnie jedno z haseł promocyjnych tej małej wulkanicznej wyspy. Nie rozumiem czemu Islandia używa ekologii jako swojej wizytówki. Zielona energia to w islandzkim rozumieniu budowanie tam na rzekach niszcząc przy tym ekosystemy na lądzie i w wodzie. Niekiedy nawet eksterminując żywe organizmy mórz. Zawsze to lepsze niż zbudowanie elektrowni opałowej, która zwiększyłaby emisję CO2 do atmosfery o jedną dwutysięczną część promila. Ja inaczej pojmuję ekologię.
Okna i zamki w drzwiach. Okna w całym kraju są takie same. Kaseta z podwójną szybą wstawiona w drewnianą ramę, z jednej strony przykręcone listwy powstrzymujące szyby przed wypadnięciem. Zawsze, ale to zawsze od zewnątrz. Zgaduję, że ma to zniechęcić włamywaczy do zniszczenia zamka w drzwiach. Zamka, który w każdych drzwiach jest taki sam. Zamka, który trudniej zamknąć niż otworzyć. Zamka, który trzeba UMIEĆ zamknąć a otworzyć można z pomocą najzwyklejszego młotka. Jednym uderzeniem. Reykjavík szczyci się największą liczbą włamań do mieszkań wśród stolic Europy.
Używanie kierunkowskazów. Nie chodzi mi o to, że 90% kierowców w Islandii w ogóle ich nie używa. To można przeboleć. Poza tym używanie ich jest bardzo trudne, kiedy w jednej ręce trzymasz telefon a w drugiej hamburgera. Problem w tym, że nawet kiedy już ich używają, czasem robią to... a jakże – odwrotnie. W Islandii kierowca autobusu odjeżdżającego z przystanku musi włączyć lewy kierunkowskaz nawet jeśli nie skręca w lewo (nie wyjeżdża z zatoczki). Musi włączyć lewy kierunkowskaz nawet jeśli skręca... w prawo.
Fast food. W całym kraju nie ma prawdopodobnie ani jednej restauracji, w której nie można dostać hamburgera i steku wołowego. W ogromnej większości z nich są to jedyne serwowane dania. W drogiej restauracji hamburgera je się nożem i widelcem.
Restauracje i kawiarnie. Model obsługi w islandzkich lokalach jest nieco inny. W restauracji należy wybrać stolik, sprzątnąć z niego brudne naczynia stawiając je na parapecie lub sąsiednim stoliku, usiąść i poczekać na kelnera, który przyjmie zamówienie. W kawiarni należy zamówić przy barze, usiąść przy stoliku i poczekać aż kelner sprzątnie z niego brudne naczynia. Pamiętaj, że kelner, który przyjął twoje zamówienie nie obsługuje już twojego stolika. Jeśli chcesz zamówić coś więcej lub poprosić o rachunek musisz sobie jakiegoś złapać lub gwizdnąć i krzyknąć „eee!” równocześnie pstrykając palcami. Jeśli zamiast tego będziesz grzecznie siedzieć i czekać na obsługę – kelner okaże Ci swoją niechęć.
Progi zwalniające. Są wszędzie i czasem atakują bez ostrzeżenia. Często niewidoczne i nieoznaczone. Czasami stosuje się je wraz z ograniczeniem prędkości a czasami zamiast niego. Nie zdziw się więc, kiedy jadąc 40 km/h po drodze z ograniczeniem do 50 km/h nagle z hukiem uderzysz w asfalt lądując po krótkim locie.
Lecim na północny zachód
Dzień 1.
15:30. Kto powiedział, że w podróż trzeba wybierać się z rana? Skończyłem zakupy i jadę. Przy okazji zostałem wardriverem. W Islandii o darmowy dostęp do internetu nie trudno. Wynika to głównie z bardzo słabej świadomości użytkowników WiFi o bezpieczeństwie.22:00. Jestem w Akranes. Szukam noclegu. Muszę się zwijać - stoję na czyimś podjeździe i kradnę internet. ;)
Dzień 2.
11:00. W motelu koło Borganes nie było ciepłej wody. Na szczęście w każdym mieście znajduje się publiczny basen.Dzień 3.
15:00. Miniaturowy lodowiec! Z drugiej strony to tylko kupa brudnego śniegu. Ale na mapie jest.
17:00. Po środku niczego, gdzieś wpół drogi pomiędzy nigdzie i nigdzie, jest sobie publiczny basen. Publiczny i darmowy. Co prawda nie ma on olimpijskich rozmiarów, ale pływanie w tak ciepłej wodzie i tak nie byłoby chyba przyjemne. Na oko 42°C.
19:30. To była długa droga. Po linii prostej 45 km, w praktyce - 200. Ísafjörður to przytulne miasteczko. ;)
Dzień 4.
9:00. W Ísafjörður znajdują się najstarsze domy w Islandii - z XVIII wieku.17:30. Wodospad Dynjandi a.k.a. Fjallfoss.
19:00. Pomnik koło jakiegoś strumyka. Nie do końca wiem kogo lub co przedstawia. Trochę jakby przeteleportowany z innego kontynentu.
01:30. Reykjavík. Przejechałem 200 km nie mijając ani jednego samochodu. Taki trochę postapokaliptyczny klimat. Zwłaszcza, że miejscami widoki pobudzały wyobraźnię.
Fin.
Kryminalne bingo
Dzisiaj, tradycyjnie już, grupa Islandczyków zagrała w bingo przed budynkiem islandzkiego parlamentu. W zeszłym roku gra została przerwana przez policję. Tym razem obyło się bez interwencji stróżów prawa, jednak do samego końca nie było wiadomo, czy mundurowi nie wpadną na imprezę zakuwając w kajdanki amatorów gry.
Po takim wstępie zapewne myślisz sobie, że bingo jest w Islandii nielegalne. Otóż tu nie ma znaczenia w co się gra, ale kiedy. Gra w bingo, zwłaszcza w przypadku, gdy - tak jak tutaj - wygrać można ciastka i cukierki, jest rozrywką samą w sobie. A rozrywka w Islandii jest nielegalna! No - przynajmniej dzisiaj.
Organizatorzy i uczestnicy gry wyrazili dzisiaj w ten sposób swój sprzeciw wobec absurdalnego przepisu zakazującego wszelkiej rozrywki w Wielki Piątek. Przepis może absurdalny, ale nie martwy. Jest on tutaj surowo przestrzegany. Nawet, jeśli jesteś innego wyznania, bezwyznaniowcem czy ateistą - nie wolno Ci dzisiaj głośno słuchać muzyki, grać w bingo czy zaznawać jakiejkolwiek innej rozrywki. Choć tym razem policja nie interweniowała (tak jak w roku ubiegłym), to dziwaczne prawo obowiązuje nadal. Protestujący mają już jednak za sobą pierwsze sukcesy.
Wyobraź sobie sytuację, że przyjeżdżasz na Islandię jako turysta. Przyjeżdżasz przed sezonem, aby było taniej. Z tego samego powodu wynajmujesz w hotelu nocleg bez wyżywienia - w restauracjach w centrum miasta jest znacznie taniej. Nadchodzi Wielki Piątek a Ty przez cały dzień przymierasz głodem, bo w całym kraju zamknięte są wszystkie sklepy i restauracje. WSZYSTKIE! Nawet ta w hotelu!
W tym roku turyści byli już jednak bezpieczni. Dzięki zwróceniu władzom uwagi na absurdalność tego przepisu, dopuszczono w dniu dzisiejszym otwarcie restauracji i kawiarni. Otwarte były także niektóre sklepy spożywcze. Na imprezę wieczorem nie ma jednak co liczyć.
Po takim wstępie zapewne myślisz sobie, że bingo jest w Islandii nielegalne. Otóż tu nie ma znaczenia w co się gra, ale kiedy. Gra w bingo, zwłaszcza w przypadku, gdy - tak jak tutaj - wygrać można ciastka i cukierki, jest rozrywką samą w sobie. A rozrywka w Islandii jest nielegalna! No - przynajmniej dzisiaj.
Organizatorzy i uczestnicy gry wyrazili dzisiaj w ten sposób swój sprzeciw wobec absurdalnego przepisu zakazującego wszelkiej rozrywki w Wielki Piątek. Przepis może absurdalny, ale nie martwy. Jest on tutaj surowo przestrzegany. Nawet, jeśli jesteś innego wyznania, bezwyznaniowcem czy ateistą - nie wolno Ci dzisiaj głośno słuchać muzyki, grać w bingo czy zaznawać jakiejkolwiek innej rozrywki. Choć tym razem policja nie interweniowała (tak jak w roku ubiegłym), to dziwaczne prawo obowiązuje nadal. Protestujący mają już jednak za sobą pierwsze sukcesy.
Wyobraź sobie sytuację, że przyjeżdżasz na Islandię jako turysta. Przyjeżdżasz przed sezonem, aby było taniej. Z tego samego powodu wynajmujesz w hotelu nocleg bez wyżywienia - w restauracjach w centrum miasta jest znacznie taniej. Nadchodzi Wielki Piątek a Ty przez cały dzień przymierasz głodem, bo w całym kraju zamknięte są wszystkie sklepy i restauracje. WSZYSTKIE! Nawet ta w hotelu!
W tym roku turyści byli już jednak bezpieczni. Dzięki zwróceniu władzom uwagi na absurdalność tego przepisu, dopuszczono w dniu dzisiejszym otwarcie restauracji i kawiarni. Otwarte były także niektóre sklepy spożywcze. Na imprezę wieczorem nie ma jednak co liczyć.
Ależ proszę bardzo ;)
Podziękowania dla obcokrajowców za wzbogacenie życia i kultury Islandii pojawiły się na przystankach Reykjavíku. Siedem różnych plakatów w siedmiu różnych językach, w tym po polsku.Tutaj wszystkie plakaty oraz wideo.
Bardzo miła odmiana po licznych grupach na Facebooku nawołujących do eksterminacji imigrantów. ;)
Źródło: Blog "Codzienność.is"
Liberty Iceland?
Autor:
Cropeck / wtorek, 24 lutego 2009, 04:20:00
Tagi:
Islandia,
Życie nocne
/
Komentarze: 0
Czy Islandia jest wolnym krajem? Jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć nie mogę, bo najpierw ktoś musiałby zdefiniować czym jest właściwie wolny kraj. Rzucę jednak okiem na temat, by każdy mógł ocenić czy zgadza się z moim odczuciem.
Rządy naszych państw często uzurpują sobie pozycję opiekuna, który wie lepiej co jest dla obywatela dobre a co złe i wpływa na nasze życie przeróżnymi zakazami i nakazami. W Polsce wśród najbardziej absurdalnych przepisów mamy na przykład ten, który przestępcą czyni każdego pieszego, który przekroczy jezdnię na czerwonym świetle, czy każe pokonać 200 metrową drogę (sic!) by ją przekroczyć bez ryzyka otrzymania mandatu karnego. Szczerze przyznam, że nie wiem jak taką sytuację normuje islandzkie prawo, natomiast wiele razy w obecności i na oczach policjantów przechodziłem przez ulicę na czerwonym świetle i nigdy nikt słowem uwagi mi nie zwrócił. Zakładam, że sprawa wygląda jednak podobnie jak w niemal całej Europie - a więc przechodzisz na własne ryzyko.
Przeciwdziałanie alkoholizmowi. Można by rzec, że cel chwalebny zwłaszcza, że alkohol jest jednym z najniebezpieczniejszych narkotyków a do tego zdecydowanie najłatwiej dostępnym. Osobiście odnoszę wrażenie, że pijani kierowcy stanowią znacznie większy problem właśnie tu, w tym malutkim społeczeństwie, niż w Polsce. Dlatego Islandzkie władze starają się z alkoholem walczyć, przy czym wybierają do tego celu strasznie głupie metody.
Od roku 1915 aż do 1989 (a więc 20 lat temu) w Islandii obowiązywał zakaz sprzedaży piwa (za wyjątkiem bezalkoholowego oczywiście). Przepis o tyle dziwaczny, że równocześnie bez żadnych przeszkód w każdym barze można było kupić każdy inny rodzaj alkoholu. Bez przeszkód można było kupić także drinka, w którego skład wchodził bezalkoholowy pilzner i... wódka. Z resztą nawet dziś islandzkie piwo smakuje, jakby technologia jego produkcji się nie zmieniła od tamtego czasu. Nic to dziwnego w kraju nie posiadającym tradycji warzenia piwa. Ma za to inne unikalne tradycje.
Dziś piwo można już kupić bez przeszkód. Jednak by kupić alkohol w ogóle, trzeba ukończyć 20. rok życia. No, albo za równowartość butelki wódki kupić kartę Visa Electron ze swoim zdjęciem i danymi innej osoby, bo karty płatnicze w Islandii pełnią funkcję dokumentu tożsamości. Jeśli jednak nie zna się osoby zajmującej się produkcją takich kart, trzeba radzić sobie inaczej.
Ostatnio islandzka prasa zauważyła problem prostytucji małolatów za alkohol. Jak by nie patrzeć i jak by tego zjawiska nie oceniać, to jednak działania rządu, mające na celu ochronę młodzieży, pośrednio są jego przyczyną. To trochę jak strzał we własną stopę. Jednak niektóre osoby, zamiast kombinować jak kupić alkohol, idą na łatwiznę i kupują narkotyki. Diler o dokument nie pyta. Jest łatwiej, choć drożej. Tak czy inaczej - strzał w stopę.
Sprzedaż alkoholu jest jednak w Islandii limitowana poprzez regulację godzin pracy sklepów z alkoholem. W Reykjavíku jest on najłatwiej dostępny. Od poniedziałku do piątku, od 11 do 18. Ponadto jest w mieście parę sklepów w piątki zamykanych aż o 20. Są jednak miejscowości, gdzie monopol otwarty jest przez godzinę dziennie (sic!). Skutek? - Meliniarze. Strzał w stopę, bo meliniarz o dowód nie pyta. W dodatku przywiezie ci alkohol do domu. Istny alkoholowy Domino's.
Limitowany jest też czas pracy barów i klubów. W tygodniu wszystko musi być zamknięte do godziny pierwszej, bo tak nakazuje prawo. W weekendy lokale działają aż do szóstej, ale o tak późnej godzinie zamknięcia władze Reykjavíku zdecydowały, aby ukrócić imprezowanie na ulicach miasta, które było niemal islandzką tradycją jeszcze parę lat temu, kiedy wszystkie lokale zamykane były o 3 w nocy.
Było o nocnym życiu, wcześniej zahaczyłem już o temat prostytucji. Tutaj także do czynienia mamy z absurdalnymi przepisami. Prostytucja co prawda w Islandii jest legalna na zasadzie podobnej jak w Polsce – jedynie stręczycielstwo jest zabronione. Tak jak sama prostytucja, legalne i popularne są także bary ze stripteasem. Jeśliby jednak udać się do takiego baru z kamerą lub aparatem, mamy już do czynienia z przestępstwem. Niewystarczająco dziwne? Sprzedaż pornografii nie jest sankcjonowana. Sankcjonowane jest jej kupno.
Są jednak w Islandii dużo ciekawsze rzeczy do fotografowania niż roznegliżowane kobiety. Islandia to piękny kraj, zwłaszcza latem. Czy to w plenerze, czy w mieście, niesamowicie łatwo spotkać można turystę (poznasz go po kurtce w kolorze innym niż czarny) z profesjonalną lub półprofesjonalną cyfrową lustrzanką. Tylko czy wszystko można w Islandii fotografować bezkarnie?
Przypominają mi się teraz liczne artykuły o incydentach w Polsce, kiedy to policja lub SOK zatrzymywała fotografa za fotografowanie "zastrzeżonych obiektów". Prasa rozpisywała się o tym chętnie dlatego, iż działania mundurowych nie mają pokrycia w prawie. Dziś nie obowiązują już zakazy fotografowania mostów z poprzedniego systemu a obiektów kolejowych fotografować nie można tylko wtedy, gdy zostaną takim zakazem wyraźnie opatrzone.
W Islandii kolei fotografować się nie da, bo i takowa tu nie występuje. Przepisów mówiących co można a czego nie można fotografować też nie ma. A jednak istnieją jakieś niepisane zakazy. Tylko skoro nie zostały spisane i uchwalone, to czemu mają zastosowanie?
Islandzka policja aresztowała lub wszczęła postępowanie dotyczące siedmiu fotografów, którzy to ośmielili się robić zdjęcia podczas niedawnych protestów dotyczących kryzysu gospodarczego. Wśród tych fotografów znajdowali się profesjonalni reporterzy działający na zlecenie różnych redakcji. Osobiście byłem też świadkiem ataku policjanta na fotografa poprzez spryskanie go gazem pieprzowym. Słyszałem też o celowym uderzaniu fotografów tarczami.
Policja w Islandii generalnie działa na dość niejasnych zasadach. Może kogoś aresztować bez prawnej podstawy, pod warunkiem, że do publicznej informacji poda jakiś przekonujący argument.
Ja osobiście odnoszę wrażenie, że islandzkie prawo jest trochę bardziej reżimowe niż w Polsce. W dodatku w ostatnich latach Islandczycy odkryli biurokrację i z ogromną radością rozbudowują ją w nieskończoność. Ciekawym wydarzeniem było także zatrzymanie podejrzanego na schodach przed komisariatem. Człowiek ten, kiedy dowiedział się, że jest poszukiwany przez policję udał się na komisariat. Został skuty w kajdanki i aresztowany na schodach przed wejściem. Policja w komunikacie prasowym podała informację, że został on "odnaleziony i ujęty".
Być może zakładam, że skoro Polska jest większym krajem, to choć różnych budzących wątpliwości incydentów zdarza się więcej można je zaliczyć do marginesu. Islandia to bowiem malutkie społeczeństwo a różne trwożące newsy pojawiają się w prasie równie często.
Źródła: British Journal of Photography, Paweł Suder PhotoBlog, Reykjavik Nightlife Guide (Feb. '09), własne.
Rządy naszych państw często uzurpują sobie pozycję opiekuna, który wie lepiej co jest dla obywatela dobre a co złe i wpływa na nasze życie przeróżnymi zakazami i nakazami. W Polsce wśród najbardziej absurdalnych przepisów mamy na przykład ten, który przestępcą czyni każdego pieszego, który przekroczy jezdnię na czerwonym świetle, czy każe pokonać 200 metrową drogę (sic!) by ją przekroczyć bez ryzyka otrzymania mandatu karnego. Szczerze przyznam, że nie wiem jak taką sytuację normuje islandzkie prawo, natomiast wiele razy w obecności i na oczach policjantów przechodziłem przez ulicę na czerwonym świetle i nigdy nikt słowem uwagi mi nie zwrócił. Zakładam, że sprawa wygląda jednak podobnie jak w niemal całej Europie - a więc przechodzisz na własne ryzyko.
Przeciwdziałanie alkoholizmowi. Można by rzec, że cel chwalebny zwłaszcza, że alkohol jest jednym z najniebezpieczniejszych narkotyków a do tego zdecydowanie najłatwiej dostępnym. Osobiście odnoszę wrażenie, że pijani kierowcy stanowią znacznie większy problem właśnie tu, w tym malutkim społeczeństwie, niż w Polsce. Dlatego Islandzkie władze starają się z alkoholem walczyć, przy czym wybierają do tego celu strasznie głupie metody.
Od roku 1915 aż do 1989 (a więc 20 lat temu) w Islandii obowiązywał zakaz sprzedaży piwa (za wyjątkiem bezalkoholowego oczywiście). Przepis o tyle dziwaczny, że równocześnie bez żadnych przeszkód w każdym barze można było kupić każdy inny rodzaj alkoholu. Bez przeszkód można było kupić także drinka, w którego skład wchodził bezalkoholowy pilzner i... wódka. Z resztą nawet dziś islandzkie piwo smakuje, jakby technologia jego produkcji się nie zmieniła od tamtego czasu. Nic to dziwnego w kraju nie posiadającym tradycji warzenia piwa. Ma za to inne unikalne tradycje.
Dziś piwo można już kupić bez przeszkód. Jednak by kupić alkohol w ogóle, trzeba ukończyć 20. rok życia. No, albo za równowartość butelki wódki kupić kartę Visa Electron ze swoim zdjęciem i danymi innej osoby, bo karty płatnicze w Islandii pełnią funkcję dokumentu tożsamości. Jeśli jednak nie zna się osoby zajmującej się produkcją takich kart, trzeba radzić sobie inaczej.
Ostatnio islandzka prasa zauważyła problem prostytucji małolatów za alkohol. Jak by nie patrzeć i jak by tego zjawiska nie oceniać, to jednak działania rządu, mające na celu ochronę młodzieży, pośrednio są jego przyczyną. To trochę jak strzał we własną stopę. Jednak niektóre osoby, zamiast kombinować jak kupić alkohol, idą na łatwiznę i kupują narkotyki. Diler o dokument nie pyta. Jest łatwiej, choć drożej. Tak czy inaczej - strzał w stopę.
Sprzedaż alkoholu jest jednak w Islandii limitowana poprzez regulację godzin pracy sklepów z alkoholem. W Reykjavíku jest on najłatwiej dostępny. Od poniedziałku do piątku, od 11 do 18. Ponadto jest w mieście parę sklepów w piątki zamykanych aż o 20. Są jednak miejscowości, gdzie monopol otwarty jest przez godzinę dziennie (sic!). Skutek? - Meliniarze. Strzał w stopę, bo meliniarz o dowód nie pyta. W dodatku przywiezie ci alkohol do domu. Istny alkoholowy Domino's.
Limitowany jest też czas pracy barów i klubów. W tygodniu wszystko musi być zamknięte do godziny pierwszej, bo tak nakazuje prawo. W weekendy lokale działają aż do szóstej, ale o tak późnej godzinie zamknięcia władze Reykjavíku zdecydowały, aby ukrócić imprezowanie na ulicach miasta, które było niemal islandzką tradycją jeszcze parę lat temu, kiedy wszystkie lokale zamykane były o 3 w nocy.Było o nocnym życiu, wcześniej zahaczyłem już o temat prostytucji. Tutaj także do czynienia mamy z absurdalnymi przepisami. Prostytucja co prawda w Islandii jest legalna na zasadzie podobnej jak w Polsce – jedynie stręczycielstwo jest zabronione. Tak jak sama prostytucja, legalne i popularne są także bary ze stripteasem. Jeśliby jednak udać się do takiego baru z kamerą lub aparatem, mamy już do czynienia z przestępstwem. Niewystarczająco dziwne? Sprzedaż pornografii nie jest sankcjonowana. Sankcjonowane jest jej kupno.
Są jednak w Islandii dużo ciekawsze rzeczy do fotografowania niż roznegliżowane kobiety. Islandia to piękny kraj, zwłaszcza latem. Czy to w plenerze, czy w mieście, niesamowicie łatwo spotkać można turystę (poznasz go po kurtce w kolorze innym niż czarny) z profesjonalną lub półprofesjonalną cyfrową lustrzanką. Tylko czy wszystko można w Islandii fotografować bezkarnie?
Przypominają mi się teraz liczne artykuły o incydentach w Polsce, kiedy to policja lub SOK zatrzymywała fotografa za fotografowanie "zastrzeżonych obiektów". Prasa rozpisywała się o tym chętnie dlatego, iż działania mundurowych nie mają pokrycia w prawie. Dziś nie obowiązują już zakazy fotografowania mostów z poprzedniego systemu a obiektów kolejowych fotografować nie można tylko wtedy, gdy zostaną takim zakazem wyraźnie opatrzone.
W Islandii kolei fotografować się nie da, bo i takowa tu nie występuje. Przepisów mówiących co można a czego nie można fotografować też nie ma. A jednak istnieją jakieś niepisane zakazy. Tylko skoro nie zostały spisane i uchwalone, to czemu mają zastosowanie?
Islandzka policja aresztowała lub wszczęła postępowanie dotyczące siedmiu fotografów, którzy to ośmielili się robić zdjęcia podczas niedawnych protestów dotyczących kryzysu gospodarczego. Wśród tych fotografów znajdowali się profesjonalni reporterzy działający na zlecenie różnych redakcji. Osobiście byłem też świadkiem ataku policjanta na fotografa poprzez spryskanie go gazem pieprzowym. Słyszałem też o celowym uderzaniu fotografów tarczami.Policja w Islandii generalnie działa na dość niejasnych zasadach. Może kogoś aresztować bez prawnej podstawy, pod warunkiem, że do publicznej informacji poda jakiś przekonujący argument.
Ja osobiście odnoszę wrażenie, że islandzkie prawo jest trochę bardziej reżimowe niż w Polsce. W dodatku w ostatnich latach Islandczycy odkryli biurokrację i z ogromną radością rozbudowują ją w nieskończoność. Ciekawym wydarzeniem było także zatrzymanie podejrzanego na schodach przed komisariatem. Człowiek ten, kiedy dowiedział się, że jest poszukiwany przez policję udał się na komisariat. Został skuty w kajdanki i aresztowany na schodach przed wejściem. Policja w komunikacie prasowym podała informację, że został on "odnaleziony i ujęty".
Być może zakładam, że skoro Polska jest większym krajem, to choć różnych budzących wątpliwości incydentów zdarza się więcej można je zaliczyć do marginesu. Islandia to bowiem malutkie społeczeństwo a różne trwożące newsy pojawiają się w prasie równie często.
Źródła: British Journal of Photography, Paweł Suder PhotoBlog, Reykjavik Nightlife Guide (Feb. '09), własne.
Zawodowe dziennikarstwo ≠ profesjonalne dziennikarstwo
Biały napis na czerwonym tle – tak wyglądają logotypy pewnych polskich gazet na "S" i na "F". Podobnie wygląda logo islandzkiej DV. Gazeta ta w swoim internetowym wydaniu publikuje także po polsku.I tu zaczyna się robić zabawnie. Bardzo dużo na temat tych tłumaczeń zostało powiedziane m.in. na internetowym forum polonijnym. Rzeczywiście – językowe sztuczki dokonywane przez tłumacza, który z ojczystym językiem od dawna nie ma kontaktu, czasem wywołują śmiech. Problem w tym, że idiotyczne błędy merytoryczne to już nie jego wina. Tak po prostu wyglądają artykuły w islandzkiej prasie. Błędy na poziomie szkoły podstawowej w tekstach pisanych przez zawodowych dziennikarzy to norma.
Do tego wywodu natchnął mnie kolejny dziwny artykuł: Wyrok dla najsilniejszego księdza na świecie. Zastanawiam się bowiem, czy ilość kół skutera może z myśliwego uczynić kłusownika, czy jest to może kolejna językowa szarża islandzkich dziennikarzy.
Z resztą polecam lekturę pozostałych artykułów na stronie "djewaf". Ich ulubionym zwyczajem jest nadawanie tytułu kompletnie nie związanego z treścią artykułu, lub wzmianka o jakimś aktualnym wydarzeniu jednym zdaniem (sic!) na początku tekstu, a następnie poświęcanie całej strony na tłumaczenie, dlaczego w ogóle o tym piszą, kim bohater artykułu był 25 lat temu i dlaczego ludzie mogą go pamiętać.
Natomiast co do wiarygodności informacji podawanych przez tą konkretną gazetę – o tym już napisałem w dwóch pierwszych zdaniach tej notki.
